Sklep Kibica

Wyjazdowa wpadka

Za nami pierwsze 45 minut. Real przegrywa 1:2. Nic nie zapowiadało tak niekorzystnego wyniku. Królewscy zaczęli znakomicie. Już pierwsza akcja mogła zakończyć się golem. Przepiękny strzał Baptisty z wolnego równie pięknie obronił Ricardo. Wszystko szło zgodnie z planem. W 6. minucie Drenthe wykończył świetną akcję Robbena. Real prowadził i nie zamierzał na tym poprzestać! Zdominowaliśmy rywali, kontrolowaliśmy grę. Swoje okazję miał Robben, Raul i Bestia. Dobrze rozgrywał Guti. Brakowało szczęścia pod bramką. Nadeszła 32. minuta, taka akcja z niczego. Dośrodkowanie z lewej, Marcelo nie upilnował rywala i zrobiło się 1:1. Nie zdążyliśmy otrząsnąć się po tym ciosie a zadano nam drugi, jakże bolesny. Kopia poprzedniej akcji i Betis wychodzi na prowadzenie! Naszą obronę wykiwał Mark Gonzalez. Iker był bez szans. Szok, niedowierzanie, zaskoczenie. Nasi stanęli zupełnie. Do końca połowy nie odzyskaliśmy właściwego rytmu. Betis mógł nas dobić, ale szwankowała skuteczność. Nie ma co się załamywać. Jak pokazały pierwsze minuty rywale są absolutnie do ogrania. Trzeba się tylko porządnie zmobilizować. Z niecierpliwieniem oczekuje drugiej połowy…

Druga odsłona to kopia meczu z Almerią. Real niby atakował, niby przeważał ale gola nie strzelił. Było ku temu kilka okazji, jak choćby ta Ruuda kiedy to Holender trafił w słupek. Niestety większość poczynań przypominała przysłowiowe walenie głowa w mur. Trener próbował reagować, wpuścił na plac gry – prócz Ruuda – Higuaina i Balboę. Niewiele oni jednak wnieśli choć chęci odmówić im nie można. Upływały kolejne minuty, gra się zaostrzała, puszczały nerwy. Wynik nie ulegał zmianie. Zgasł Guti, Robben, obrona plątała się niemiłosiernie. Królewskim próbował nawet pomóc sędzia doliczając 6 minut! Nie starczyło regulaminowych 90 więc w doliczonym czasie cudu być nie mogło. I nie było. Po serii przepychanek sędzia się zlitował i mecz zakończył.

Real grał w piłkę tylko przez 30 min pierwszej odsłony. Nasza gra wyglądała całkiem dobrze. Zanosiło się na kolejne bramki. Błyszczał Robben, Guti, zaciekle walczył Drenthe. Dwa beznadziejne błędy w obronie podcięły nam skrzydła. Nie potrafiliśmy się podnieść. Graliśmy nerwowo i chaotycznie. Bez pomysłu. Głowa w dół i do przodu… Nie nastraja to optymizmem, przed nami jeszcze sporo wyjazdowych meczy z teoretycznie słabszymi… Trener musi zareagować, wyciągnąć wnioski, w przeciwnym razie nasza przewaga nad Barceloną stopnieje w mgnieniu oka.
Czytaj dalej...

17 Feb 2008

Dodał: kuba1492 Komentarze [280]

Raul na zawsze

Raul Gonzalez Blanco ma na dniach otrzymać propozycję nowego kontraktu od władz Realu Madryt. Nowa umowa zwiąże zawodnika z klubem do końca jego kariery - tak podała w programie informacyjnym telewizja Telecinco.

Kapitan Realu Madryt, napastnik, ikona klubu i jeden z najlepszych zawodników w historii Merengues, otrzyma propozycję zakończenia piłkarskiej kariery w klubie, w którym grał od momentu swego debiutu w dorosłej piłce. Obecny kontrakt wygasa w 2010 roku. Od tego momentu kontrakt będzie automatycznie odnawiany na następny sezon. Pod jednym warunkiem. El Siete będzie musiał rozegrać co najmniej 30 meczów w każdym kolejnym sezonie.

RealMadrid.pl
Czytaj dalej...

30 Jan 2008

Dodał: Sprychuś Komentarze [0]

Awantura Aragonesa

To, że trenera reprezentacji Hiszpanii nieraz ponosiły już nerwy, wiemy nie od dziś. Jako przykład może służyć choćby pamiętna sytuacja, w której Luis Aragonés – sprowokowany po raz kolejny zapytaniem dotyczącym Raula – wyraźnie zdenerwowany zaczął pytać: „Ile Mundiali wygraliśmy z Raulem, no ile?!".

Tym razem jednak zdziwił i tych, którzy do tej pory uważali, że nie zaskoczy ich już niczym. Podczas wczorajszego programu na żywo, emitowanego w madryckim radiu Onda Cero oraz w Radiu Marca, Aragonés wdał się w kłótnię z jednym z prowadzących, Alfonso Azuarą, podczas której to kłótni obaj panowie nie szczędzili sobie wyzwisk, słuchaczom zaś krzyków i sceny niczym z kabaretu.

Wszystko zaczęło się od pytania, jakie Mistrzostwa Europy wg trenera można będzie określić mistrzostwami dobrymi. W tle padła odpowiedź jednego z prowadzących: wygrane. Na to zaś trener odpowiedział: „Jak mamy je wygrać? Skoro wciąż znajdujemy się między numerem 7 i 14?", rzucając oczywiście aluzję w stronę trwających polemik wokół Gutiego oraz Raula.

To jednak była dopiero rozgrzewka. Chwilę później padło kolejne prowokujące pytanie: „Powiedziałeś, że jeśli Hiszpania nie znajdzie się na Mundialu wśród czterech najlepszych drużyn, odejdziesz. Nie zrobiłeś tego". Wyraźnie zdenerwowany już Aragonés najpierw wyjaśnił, że odszedł, jednak natychmiastowo decyzję jego zmienił prezydent Hiszpańskiego Związku Piłki Nożnej, o czym mówił wielokrotnie. Następnie zaś rozpoczęło się trwające ponad 5 minut przekrzykiwanie się Azuara z Aragonesem.

Słowa, które podczas kłótni padły, nie należały do łagodnych. A przynajmniej nie do takich, których wypadało użyć komuś na takim stanowisku. Prowadzący zasugerował, iż pozostanie na pozycji trenera reprezentacji było ze strony Aragonesa istnym tchórzostwem przed rezygnacją. Wtedy nic nie było już w stanie powstrzymać trenera przed odbiciem piłeczki i krzykami, iż to redaktor jest tchórzem (wykrzyczał to kilka razy, za każdym coraz głośniej), że „kłamał całe życie", dodając: „Nie widzisz, że dobrze cię znam?".

Gdy zaś – wykorzystując zdenerwowanie Aragonesa – redaktor po raz kolejny zapytał: „No powiedz, powiedz, dlaczego Raula nie ma w reprezentacji?", odpowiedź była jedna: „Nie ma go, bo ja uważam, że być nie powinno".

Kiedy obie strony zostały uspokojone przez drugiego prowadzącego, który mimo wszystko wcześniej nie miał najmniejszych szans na to, by ostudzić atmosferę, końcówkę kłótni Aragonés podsumował stwierdzając: „Ja zawsze byłem silny. Kiedy wy, prasa, byliście słabi, ja byłem silny. I w ten sposób doszliśmy do tego, do czego doszliśmy. To były jednak czasy ciężkie dla was, nie dla mnie", zakończył.

Oto link do odsłuchania najciekawszego fragmentu kłótni:
http://www.marca.com/edicion/marca/futbol/seleccion/es/desarrollo/1083993.html

RealMadrid.pl
Czytaj dalej...

30 Jan 2008

Dodał: Sprychuś Komentarze [0]

Villarreal ograny, czyli kolejna impreza Robinho.

Po ekscytującym, trzymającym w napięciu do końcowych sekund i obfitym w gole meczu Real Madryt pokonał na własnym stadionie Villarreal. Prowadzenie Królewskim dał już w 8. minucie Robinho, który wykorzystał błyskotliwe podanie Gutiego i uderzył tuż obok słupka Diego Lópeza. Na odpowiedź przyjezdnych nie czekaliśmy zbyt długo, bowiem po kwadransie gry Casillasa pokonał, również efektownym strzałem, Rossi. Zgodnie z przedmeczowymi prognozami, oba zespoły starały się w pierwszej odsłonie prezentować ofensywny futbol, nie wystrzegały się jednak niedokładnych zagrań i fauli, co zaniżało lekko poziom spotkania.

Wracający po przerwie zawodnicy nie zwolnili tempa, a Blancos po raz drugi tego wieczora wyszli na prowadzenie po trafieniu niezawodnego Robinho, który tym razem skutecznie wykończył dynamiczny kontratak swojego zespołu. Nie zdeprymowało to graczy w żółtych trykotach i raz za razem zmuszali do interwencji Casillasa lub jednego z defensorów. Efekty przyszły w 75. minucie, kiedy to po zamieszaniu w polu karnym Ikera pokonał Capdevila. Radość przyjezdnych z wyrównania stanu meczu była krótsza niż ktokolwiek mógł przypuszczać, a to za sprawą Sneijdera, który pojawił się chwilę wcześniej na murawie. Do siatki trafił po świetnym podaniu Gago, minutę po golu Capdevili. Villarreal do samego końca szturmował królestwo Casillasa, ale nasz portero nie pozwolił rywalom na zdobycie choćby jednego punktu.

Szybkiej relacji pomeczowej napisanej przez redaktor Vesnę nic ująć nie sposób, można jedynie dodać. A jest co dodać, gdyż wczorajszy mecz był wspaniałym widowiskiem, jednym z lepszych, jakie kibic piłki kopanej mógł w ostatnim czasie zobaczyć.

[/b]Villarreal[/b]
Ten zespół nie przyjechał na Bernabéu, by tylko się bronić i liczyć, że może uda się coś wykraść ze świątyni madridistas. Piłkarze trenera Pellegriniego mieli nieźle dobraną taktykę, szybkich i ruchliwych napastników (Nihat i Rossi), którzy niejednokrotnie zmuszali Ramosa i Cannavaro do ponadprzeciętnego wysiłku. Linia pomocy Villarreal grała ciekawie i kreatywnie. Można było odnieść wrażenie, że żółte łodzie podwodne mają i kapitana i nawigatora, solidnego pierwszego oficera pokładowego oraz dobrze wyszkoloną i ciężko pracującą załogę. A w bramce Diego Lopeza, byłego zawodnika i wychowanka Realu Madryt. Lopez rozgrywał wczoraj świetne spotkanie, obronił kilka strzałów, których obronić nie powinien, jak na przykład uderzenie Robinho w pierwszej połowie, dwa strzały podczas akcji na 2:1, czy też wolny bity przez Gutiego. Brawa.

Real Madryt
My jednak byliśmy lepsi. Zagraliśmy jedno z lepszych spotkań, a już na pewno był to nasz najlepszy występ w tym roku. Po raz kolejny udowodniliśmy, że mamy zespół bardzo mocny mentalnie, który wierzy w swoje możliwości i zawsze prze ku zwycięstwu. Reakcja po straconej drugiej bramce była godna mistrza świata wagi ciężkiej w boksie zawodowym. Dostałem, przyjąłem, zachwiałem się. Teraz wyprowadzam kontrę i kładę klienta na deski, ja jestem mistrzem, ja rządzę, ja wygrywam.

Idąc tym tropem Real ma już 53 punkty na koncie na 63 możliwe do zdobycia w 21 meczach. Wobec wczorajszego remisu Barcelony przewaga nad zespołem z Katalonii wzrosła już do dziewięciu punktów. Ponadto za nami zwycięskie dwumecze z Villarrealem i Atlético, drużynami, które w tabeli są tuż za wiceliderem. Podsumowując, zbliża się 31 mistrzostwo La Liga i chociaż zostało jeszcze 17 meczów, to sytuacja, kto rządzi w Primera División, jest jasna. Rządzi Król z Concha Espina 1.

Robinho, Guti, Gago
Za wczorajsze zawody wszyscy piłkarze Realu zasługują na pochwałę. Jednak powyższa trójka zdecydowanie wybiła się ponad i tak wysoki poziom prezentowany przez kolegów. Robinho strzelał, podawał, dryblował, siał spore zamieszanie w szeregach gości. I zdobył dwie bramki. To naprawdę może być jego rok, jak sam przyznał w wypowiedzi pomeczowej. Guti zagrał jedno ze swoich spotkań typu el crack total. Piękna asysta przy pierwszej bramce, niejedno podanie kluczowe, regulacja tempa gry. A przede wszystkim spokój i opanowanie, uśmiech na twarzy i ambicja, bo przecież zawsze można jeszcze lepiej. Takiego Gutiego Madryt potrzebuje ogromnie. Fernado Gago natomiast godnie zastąpił Diarrę na pozycji defensywnego pomocnika. Ba, nie brakuje głosów, że wczoraj zagrał lepiej niż zagrałby sam Mahamadou , gdyby nie Puchar Narodów Afryki. W każdym razie młody Argentyńczyk grał pewnie i bardzo solidnie, odbierał, podawał jak trzeba, no i popisał się piękną asystą przy trzeciej bramce. Zapytam nieśmiało, czy jednak rośnie nam nowy Redondo? Niestety w następnym spotkaniu, ciężkim meczu wyjazdowym z Almerią, Fernando nie będzie mógł zagrać z powodu otrzymania piątej żółtej kartki.

Real Madryt: Iker Casillas; Míchel Salgado (Drenthe, min.80), Sergio Ramos, Cannavaro, Miguel Torres; Gago, Guti, Baptista (Sneijder, m.73); Robinho (Higuaín, m.88), Raúl, Van Nistelrooy.
Villarreal: Diego López; Javi Venta, Cygan, Godin, Capdevila; Senna, Bruno (Josico, m.58), Cazorla; Cani (Angel, m.58) Nihat (Tomasson, m.74), Rossi.

Żółte kartki: Gago - Godin, Senna.

Widzów: 79.200

Bramki:
1:0, min. 8. Robinho
1:1, min. 15. Rossi
2:1 min. 53. Robinho
2:2 min. 75. Capdevila
3:2 min. 76. Sneijder

RealMadrid.pl
Czytaj dalej...

30 Jan 2008

Dodał: Sprychuś Komentarze [520]

Real rządzi w Madrycie!

Po zakończonym derbowym pojedynku z Atlético Madryt sympatycy Los Blancos mogą spać spokojnie. Ich ulubieńcy starali się zrehabilitować za odpadnięcie z Copa del Rey i cel został po części osiągnięty. Dzięki trafieniom dwójki najskuteczniejszych madridistas - Raúla i van Nistelrooya drużyna Bernda Schustera pokonała rojiblancos 0:2. Na prowadzenie Królewscy wyszli już na samym początku meczu, kiedy to futbolówkę, po kontrataku i podaniu Robinho, umieścił w siatce kapitan. Drugie trafienie było już dziełem holenderskiego snajpera, który na kilka minut przed gwizdkiem na przerwę pokonał Abiattiego.

Aby zachować czyste konto, Casillas tradycyjnie musiał się sporo napracować, rywal bowiem stworzył kilka groźnych akcji, zmuszając Ikera do interwencji a obrońców do wzmożonej czujności. I, choć forma daleka była od mistrzowskiej, pozostaje nam cieszyć się z triumfu w derbach Madrytu i liczyć na potknięcie FC Barcelona. Oby przyszły weekend nie pozostawił już żadnych wątpliwości, co do najwyższych aspiracji Realu Madryt i przywrócił zapierającą dech w piersiach postawę graczy w białych trykotach.

Zdania skreślone powyżej są autorstwa redaktor Vesny, która jak zwykle dostarczyła Wam szybką i konkretną relację pomeczową. Jedyne, co pozostaje dodać, to kilka refleksji po kolejnym zwycięskim meczu Realu Madryt.

Gdy prawie pół roku temu na Estadio Santiago Bernabeu, w meczu inaugurującym kolejny sezon Primera Division, Kun Aguero juz w pierwszej minucie spotkania pokonał Ikera Casillasa, chyba nikt nie spodziewał się takiego bilansu punktowego naszej drużyny w połowie sezonu. Bezdyskusyjny lider, 7 punktów przewagi nad drugą drużyną w tabeli, tylko dwie porażki, wyjazdowe zwycięstwa nad Barceloną, Valencią, Atletico i Athletic - drużynami, które tworzą czołową czwórkę tabeli wszechczasów La Liga. Czego chcieć więcej? Ktoś napisze, że Jogi Bonito. Tylko że tę osławioną Jogę Bonito mógł widzieć tylko w reklamach wiadomego koncernu sportowego. Później nie pokazał jej nikt.

Real Madryt sezonu 2007/08 gra do bólu skutecznie. Efektywność podopiecznych Bernda Schustera może przyprawiać o mdłości kibiców drużyn, które w tabeli są wyraźnie za Realem. Nasz duet napastników jest najskuteczniejszym w całej lidze, nasz bramkarz broni wszystko, a jeśli trzeba to i jeszcze więcej. Linia pomocy robi swoje, formacja defensywna notuje znikomą ilość bramek straconych. Real nie musi przeważać, by wygrywać. Real kontroluje wydarzenia na boisku, zniechęca przeciwnika, który prędzej czy później dochodzi do wniosku, że cokolwiek zrobi to i tak gola nie zdobędzie, meczu nie wygra. Wspaniale było to widać właśnie wczoraj, na Estadio Vicente Calderon. Pierwsza akcja Królewskich i gol, akcja kończąca pierwszą połowę - drugi gol. I było po meczu, bo w drugiej połowie otumanione Atletico nie było w stanie stworzyć sobie naprawdę dogodnej sytuacji bramkowej. A nawet gdyby takową stworzyło, to i tak Iker wyczyściłby i pozamiatał. Ot, takie życie w Madrycie.

Za tydzień do stolicy Hiszpanii przyjeżdża ponoć nieobliczalny Villarreal. I chyba wszyscy wiemy, jak mecz będzie wyglądał. Załoganci żółtej łodzi podwodnej dostaną czas i szansę na "wyszumienie się", a my zrobimy swoje i skończy się tak, jak prawie zawsze. Wątpliwości, że będzie inaczej jest doprawdy niewiele.

Bramki:
0:1, min. 1.: Raúl
0:2, min. 41.: van Nistelrooy

Atlético Madryt: Abbiati - Perea, Pablo, Eller, Antonio López - Raúl García, Maxi Rodriguez, Motta, Simao - Kun Agüero i Diego Forlán
Real Madryt: Casillas - Sergio Ramos, Pepe, Cannavaro, Torres - Sneijder, Gago, Guti, Robinho - Raúl, van Nistelrooy

RealMadrid.pl
Czytaj dalej...

22 Jan 2008

Dodał: Sprychuś Komentarze [0]

<< Poprzedni 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22 23 24 25 26 27 28 29 Następny >>